Kliknij tutaj --> 🪔 a śpiewak także był sam

sam, ten nasz największy wróg! A śpiewak także był sam Patrzył na równy tłumów marsz Milczał wsłuchany w kroków huk A mury rosły, rosły, rosły Łańcuch kołysał się u nóg Jacek Kaczmarski 1978 W.2. So, 10-04-2004 Forum: Zamość - Jacek Kaczmarski. Był także członkiem Kolegium Społecznego w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie. Pochodzenie i kariera naukowa Paweł Śpiewak urodził się 17 kwietnia 1951 roku w Warszawie w Choć był osobą bardzo religijną i mówiono o nim, że posiadał trudny charakter, nie kolidowało to z jego rubasznym humorem, z którego był znany. Uwielbiał zabawy i dobre wino. 1. Jan Sebastian Bach (wł. Johann Sebastian Bach) żył w latach 1685 -1750. Pochodził z rodziny o bogatych tradycjach muzycznych, sięgających XVI wieku. Kaczmarski pod Pałacem Prezydenckim – Bibula – pismo niezalezne. A śpiewak był sam… ale z narodem. Kaczmarski pod Pałacem Prezydenckim. Wiele lat temu, w roku 1994, na zakończenie gorącego, acz „tylko” piosenkowego sporu o polskie dziedzictwo, Jacek Kaczmarski zgodził się zaśpiewać publicznie „Pieśń konfederatów A mury runą, runą, runą I pogrzebią stary świat! Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas, I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast; Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam. Patrzył na równy tłumów marsz, Milczał wsłuchany w kroków Site De Rencontre Gratuit 62 Sans Inscription. Jesteś w raju / Żaden tłum nie dotarł nigdy na twój szczyt/Jesteś w raju/ Gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm... - w 10. rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego śpiewali Mirosław Czyżykiewicz, Jacek Bończyk i Hadrian Filip Tabęcki, przypominając "Raj", obok "Muzeum", "Murów" czy późniejszej "Wojny postu z karnawałem", jeden z legendarnych programów legendarnego barda, wykonywanych w 1980 roku z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Czy Jacek spogląda dziś na nas z raju? - zastanawia się Mirosław Czyżykiewicz, nawiązując do ambiwaletnego stosunku Kaczmarskiego do wiary czy współczesnej polityki, a także skomplikowanego życia osobistego opisanego, bez przemilczeń, przez Krzysztofa Gajdę w świetnej biografii pt. "To moja droga". Czyżykiewicz uważa, że erudycja, wiedza i wielki talent Jacka Kaczmarskiego sprawiły, że dorobek, jaki nam pozostawił, jest nie do przecenienia. - Każdy, kto pozna jego piosenki, wiersze, poematy, powieści, każdy, kto posłucha, jak śpiewał, w jaki sposób grał na gitarze, wie doskonale, że mieliśmy do czynienia z jednym z największych fenomenów kultury polskiej XX i XXI wieku - mówi poeta piosenki, który pierwszy raz osobiście zetknął się z Jackiem w 1980 roku jako 19-latek. Kaczmarski, który wykonywał "Rejtana", podczas Spotkań Zamkowych w Olsztynie miał wówczas 23-lata i już był legendą, liderem mocnego wówczas środowiska piosenki literackiej. Ich znajomość trwała aż do śmierci, Czyżykiewicz wspomina, jak po powrocie z emigracji Kaczmarski wybrał go, śpiewającego wiersze Josifa Brodskiego, jako... support własnych koncertów. - A czy jego duchowe życie toczy się teraz w raju, z którego przecież dał "sprawozdanie", będąc jeszcze wśród nas? Jeśliby sięgać do jego prywatnych doświadczeń, o których dziś także się mówi bez ogródek, to wydaje mi się, że dzieło rozgrzesza twórcę, przynajmniej w jakiejś części - uważa Mirosław Czyżykiewicz. - Jacek, jakiego znałem, z jednej strony miał zmysł niezwykle naiwnego, dobrego i otwartego człowieka, a z drugiej za sobą emigracyjną tułaczkę, doświadczenia alkoholowe i trudne związki z kobietami. Ten świat go po prostu porządnie przeturlał - przypomina poeta piosenki. "Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!/Kto sam, ten nasz najgorszy wróg!/A śpiewak także był samCzy Kaczmarski był bardem? - Był, ale w najszerszym tego słowa znaczeniu, a nie tylko "bardem Solidarności", która trochę go zawłaszczyła - tłumaczy Jacek Bończyk, który od lat wykonuje jego piosenki, a w tym roku z własną Fundacją na Rzecz Kultury i Fundacją Jacka Kaczmarskiego, prowadzoną przez Alicję Delgas, ostatnią partnerkę życiową poety, organizują wiele imprez poświęconych zmarłemu 10 kwietnia 2004 roku artyście. - Kaczmarski był przede wszystkim poetą, intelektualistą, znawcą historii i malarstwa. Po prostu kilka walczących piosenek zafunkcjonowało w naszym kraju, w momencie, gdy było to nam wszystkim potrzebne. I wtedy narodził się mit barda Solidarności, na co Jacek się nieco zżymał. Bo przecież nigdy nie był kimś, kto idzie z gitarą wraz z tłumem. Widać to, jeśli się przeanalizuje tekst "Murów", które miliony ludzi walczących o wolność uznały za swój hymn - tłumaczy Jacek Bończyk. I przypomina, że artysta był człowiekiem z krwi i kości, żyjącym jak my, pijącym wódkę, jak każdy - tyle że obdarzonym niezwykłym Warto jednak pamiętać, że śpiewał również limeryki, piosenki miłosne czy pijackie. Właśnie dzięki Kaczmarskiemu, dotarłem do twórczości Stanisława Staszewskiego, przecież to on śpiewał "Baranka" - wspomina Bończyk, który w młodości natrafił na kasety z piosenkami Kaczmarskiego. Tak było ze wszystkimi wielbicielami Kaczmarskiego: kasety, za pośrednictwem drugiego obiegu, przegrywane z grundigów na grundigi, krążyły w latach 80. po całej Polsce. A jak twierdzi większość wielbicieli talentu barda, gdy się raz trafi na twórczość Kaczmarskiego, to się już z niej nie można wyplątać. Tak jest do dziś. "Za dużo" napisał tekstów ważnych. - Ale najważniejsze, że dziś twórczość Jacka chcą odczytywać na nowo kolejne pokolenia i odkrywają ją bardzo młodzi ludzie - cieszy się Bończyk. - To nie jest tak, że tylko my, dziadkersi po czterdziestce i starsi, którzy chodzili na koncerty Jacka, o nim pamiętamy. Choć w czasie, gdy telewizja i radio, poza Trójką, atakują nas chłamem, i gdy w mediach nie usłyszysz o rzeczach ważnych, trzeba szukać jego twórczości na własną się z płaczu pan Zagłoba/Nad symboliczną Polski trumną/I krwi nie woła - sam nad grobem/Bo umrzeć łatwo; żyć jest Podwin, który od prawie 8 lat z nieustannym powodzeniem prowadzi Wrocławski Salon Kaczmarskiego (comiesięczne koncerty i spotkania wielbicieli jego twórczości), tłumaczy, że na szczęście, jeśli już ktoś zacznie szukać, to... łatwo i dużo znajdzie. - Wielką zasługą przyjaciół Kaczmarskiego jest to, że jego twórczość jest dostępna i świetnie opracowana. To dziś chyba najlepiej "zdokumentowany" artysta w Polsce. Na kilku kompilacjach płyt ukazały się właściwie wszystkie nagrania Jacka, są dostępne jego śpiewniki, książki, i wciąż ukazują się kolejne opracowania - zapewnia polonista (prace maturalna i magisterska o Kaczmarskim), niestrudzony kaczmarolog oraz lider zespołu Triada Poetica. Podwin, wraz z przyjaciółmi, świętuje nawet "urodziny" kolejnych utworów przypomina, że w Polsce są trzy festiwale, na których wykonuje się piosenki Kaczmarskiego (najsłynniejszy jest Festiwal "Nadzieja" w Kołobrzegu). Jest też kilku artystów, którzy wykonują wyłącznie jego piosenki (np. Trio Łódzko-Chojnowskie, poznański Kwartet Pro Forma i wspomniana wyżej wrocławska Triada Poetica), nie licząc wielu wykonawców z zupełnie innych gatunków muzycznych, którzy włączają utwory barda do swojego repertuaru i wykonują je np. w rytmie rocka, jak Strachy na Lachy lub reggae, jak to czyni Habakuk, a nawet na w tym dziwnego, gdyż o skali talentu Kaczmarskiego świadczy też to, że ilu jest wielbicieli Kaczmarskiego, tyle ulubionych utworów. Przecież poeta w zależności od potrzeb potrafił pisać jak... Jan Kochanowski, Sienkiewicz albo po "mikołajorejowemu". Był genialnym stylistą. Nie stanowiło problemu, czy jego piosenka to analiza flamandzkiego malarstwa, wcielenie się w "Carycę Katarzynę", czy powiedzmy, w Boga, jak to uczynił w programie "Raj", filozoficzno-poetycką refleksja nad naturą dobra i zła. We śnie nie śpiesz się, masz czas/Snom daj płynąć, a nie płonąć/Śnij, jak śni się tylko raz/Swą maleńką nieskończonośćSzymon Podwin wspomina, jak kilka godzin przed każdym wrocławskim koncertem przychodził do Jacka Kaczmarskiego i rozmawiał z nim o konspektach lekcji polskiego, poświęconych analizie i rozmowach o jego twórczości. Kaczmarski nigdy nie lekceważył rozmówców. Autor tego tekstu miał przyjemność w 1991 roku (gdy Kaczmarski był jurorem Festiwalu Piosenki Autorskiej "Łykend") poznać i przegadać z poetą kilka wieczorów, a potem jeszcze kilka razy przeprowadzać z nim wywiady. Nie o poezji. O polityce, współczesnej, "wolnej" Polsce, porównaniach z Wysockim, życiu w Australii... Rozmówca idealny, który lubił Wrocław, miał tu wielu przyjaciół i znajomych. Przyjaciół jeszcze z lat siedemdziesiątych, gdy wchodził w dorosłość, z osiemdziesiątych (tych, którzy pracowali z nim w Radiu Wolna Europa i wrócili do Polski), dziewięćdziesiątych (którzy poznali się z Jackiem w Australii), dwutysięcznych (artystów, organizatorów jego koncertów) i tych najnowszych, z XXI wieku, którzy właśnie odkryli, że mieliśmy takiego poetę piosenki, balladzistę, pieśniarza. I że będziemy o nim pamiętać, nie tylko w rocznicę polskich Czerwców, Grudniów, Sierpniów, opowiadając dzieciom i wnukom, jak śpiewało się z nim "Wyrwij murom zęby krat...". Zresztą to przecież nie była piosenka Jacka Kaczmarskiego, on tylko przetłumaczył i strawestował utwór Lluisa Llacha. Liczba postów: 2 Liczba wątków: 1 Dołączył: Feb 2007 Reputacja: 0 Jeśli ma ktoś dostęp do tej książki to prosiłbym o kontakt na nr. GG 4256159, potrzebuję konkretnie wstępu autorstwa Stanisława Stabry !!!! może byłby ktoś tak dobry i mi to przeskanował, albo wie ktoś gdzie ten tekst można w internecie znaleźć ?? PILNE Liczba postów: 2,154 Liczba wątków: 43 Dołączył: Mar 2005 Reputacja: 0 Jeśli to legalne to mogę wkleić tutaj zdjęcia... [b][size=80]"Ty przed Tobą świat, za Tobą ja, a za mna już nikt."[/size][/b] Liczba postów: 2 Liczba wątków: 1 Dołączył: Feb 2007 Reputacja: 0 Tutaj może nie byłoby to wskazane ale na maila ... byłoby miło ) wysłałem do Ciebie swój adres przez Liczba postów: 5,038 Liczba wątków: 264 Dołączył: Oct 2017 Reputacja: 2 Tego raczej nie zdobędziesz, wiec fizol do aparatu. Kiedyś był tekst na stronie, ale gdzieś posiałem ten plik :/ Liczba postów: 2,154 Liczba wątków: 43 Dołączył: Mar 2005 Reputacja: 0 Już zaparatowałem, ale jak ktoś jeszcze chce, to mogę wrzucić [b][size=80]"Ty przed Tobą świat, za Tobą ja, a za mna już nikt."[/size][/b] Liczba postów: 3,606 Liczba wątków: 167 Dołączył: Apr 2006 Reputacja: 0 Poproszę... [size=85][color=darkgrey][i]Jak jest tylko śmiesznie – może być niewesoło[/i] Edward Dziewoński[/color][/size] Liczba postów: 2,154 Liczba wątków: 43 Dołączył: Mar 2005 Reputacja: 0 ok, moment [ Dodano: 22 Luty 2007, 22:12 ] ja nie wiem czy wszystkie są czytelne bo robione szybko telefonem Jeśli komuś bardzo zależy to moge przeskanować w wolnym czasie, a tu jest link [b][size=80]"Ty przed Tobą świat, za Tobą ja, a za mna już nikt."[/size][/b] Liczba postów: 5,624 Liczba wątków: 166 Dołączył: Jan 2005 Reputacja: 0 fizol napisał(a):Jeśli komuś bardzo zależy to moge przeskanować w wolnym czasie, a tu jest link mogłeś tego na jakiś cywilizowany serwer wrzucić? Od 2 dni nie mogę się do tego dostać :/ Pozdrawiam Zeratul [size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa Kończyła się na gardle - które ma się jedno; Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować, A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size] Liczba postów: 2,154 Liczba wątków: 43 Dołączył: Mar 2005 Reputacja: 0 [b][size=80]"Ty przed Tobą świat, za Tobą ja, a za mna już nikt."[/size][/b] Liczba postów: 3,606 Liczba wątków: 167 Dołączył: Apr 2006 Reputacja: 0 D Z I Ę K U J E M Y [size=85][color=darkgrey][i]Jak jest tylko śmiesznie – może być niewesoło[/i] Edward Dziewoński[/color][/size] Liczba postów: 2,154 Liczba wątków: 43 Dołączył: Mar 2005 Reputacja: 0 A proszę d [b][size=80]"Ty przed Tobą świat, za Tobą ja, a za mna już nikt."[/size][/b] To paradoks, że hymnem walki o wolność stał się gorzki tekst o tym, jak ideę wolności tłum przemienia w niewolę. Kiedy pod Sejmem, podczas manifestacji przeciwko reformie sądownictwa, Dorota Stalińska zaśpiewała „Mury” ze słowami Jacka Kaczmarskiego, wiele osób oskarżyło ją o profanację solidarnościowego hymnu. Gdyby jednak uważnie wsłuchać się w całą piosenkę, można by zauważyć, że jej wykonanie w takich okolicznościach jest raczej strzałem w stopę. Problem w tym, że tekst Kaczmarskiego niemal od początku był rozumiany opacznie. Na początku był pal Mało kto wie, że melodia „Murów”, wykonywana przez trio Kaczmarski – Gintrowski – Łapiński, jest dziełem katalońskiego pieśniarza Lluísa Llacha. Pomysł stworzenia polskiej wersji zrodził się w grudniu 1978 r., podczas spotkania artystów i studentów w jednym z warszawskich mieszkań. Piosenka Llacha słuchana z płyty zrobiła wówczas na Kaczmarskim ogromne wrażenie. W oryginale ów utwór nosi tytuł „L’Estaca”, co oznacza pal albo słup. „Tekst tam jest inny, o wyrywaniu pala, do którego są przywiązani ludzie, ale motyw jakby ten sam” – wyjaśniał autor polskich słów w rozmowie z Waldemarem Maszendą. Oryginał został zresztą później przetłumaczony na język polski. Dokonała tego Agnieszka Rurarz, a wersję z jej przekładem wykonywał, wraz z Zespołem Reprezentacyjnym, Filip Łobodziński, inny uczestnik tamtego warszawskiego spotkania. Utwór Llacha był swego czasu w Katalonii niezwykle popularny, śpiewano go na manifestacjach przeciwko dyktaturze generała Franco. Kiedy władza zakazała wykonywania utworu, uczestnicy demonstracji nucili samą melodię. Kaczmarski w swoim tekście nawiązywał do tej historii: „sama melodia bez słów/ niosła ze sobą starą treść”. Polskie słowa są więc po części inspirowane historią samego Llacha, jednak ich przesłanie jest znacznie bardziej uniwersalne. Mówią o roli poety, który zaszczepia w ludziach ducha wolności: On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt. On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt. Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym. Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim. Wyrwij murom zęby krat, zerwij kajdany, połam bat, a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat! Samotność poety Wkrótce „Mury” Kaczmarskiego zaczęły żyć własnym życiem. Stały się nieformalnym hymnem pierwszej Solidarności. Pieśń tę śpiewano podczas strajków w stoczni, wykonywali ją internowani w okresie stanu wojennego. Fragment piosenki rozpoczynał też audycje nielegalnego Radia Solidarność. Niestety, aby nadać utworowi optymistyczniejszą wymowę, bardzo często zmieniano albo wręcz pomijano jego zakończenie – kluczowe dla rozumienia całości: Aż zobaczyli, ilu ich, poczuli siłę i czas. I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast. Zwalali pomniki i rwali bruk. – Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam. Patrzył na równy tłumów marsz, milczał, wsłuchany w kroków huk. A mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg… Ostatnia zwrotka tekstu Jacka Kaczmarskiego ukazuje przecież rewolucję, która wymknęła się spod kontroli. Zamiast wolności przynosi kolejną niewolę, a jej ofiarą staje się poeta – ten sam, który niedawno zagrzewał do walki. Nie tylko odczuwa on samotność wśród tłumu „rwącego bruk”, czyli zamieniającego szlachetną ideę w uliczną jatkę, ale staje się „najgorszym wrogiem” tej rewolucji, pożerającej własne dzieci. Ballada wywróżyła siebie „»Mury« napisałem w 1978 r. jako utwór o nieufności do wszelkich ruchów masowych. Usłyszałem nagranie Lluísa Llacha i śpiewający, wielotysięczny tłum i wyobraziłem sobie sytuację – jako egoista i człowiek, który ceni sobie indywidualizm w życiu – że ktoś tworzy coś bardzo pięknego, bo jest to przepiękna muzyka, przepiękna piosenka, a potem zostaje pozbawiony tego swojego dzieła, bo ludzie to przechwytują. Dzieło po prostu przestaje być własnością artysty i o tym są »Mury«. I ballada ta sama siebie wywróżyła, bo z nią się to samo stało. Stała się hymnem, pieśnią ludzi i przestała być moja” – mówił Jacek Kaczmarski po latach w rozmowie z pismem „Indeks”. Proroczy charakter tej pieśni objawia się jednak nie tylko w tym, że ludzie ją przechwycili, ale przede wszystkim w tym, że przeinaczyli jej przesłanie. Znamienne, że ostatnia zwrotka piosenki bywała podczas koncertów zagłuszana, zaklaskiwana, a nawet – o zgrozo! – zmieniana. Zdarzało się, że publiczność w finałowym refrenie dopowiadała: „A murów nie ma, nie ma, nie ma…”. Wszystko to bardzo irytowało Kaczmarskiego. Prawie dekadę po napisaniu „Murów” stworzył on piosenkę „Mury ’87 (Podwórko)”, której wymowa była jeszcze bardziej gorzka niż tej pierwszej: Jak tu wyrywać murom zęby krat, gdy rdzą zacieka cegła i zaprawa? Jakże gnijącym gruzem grzebać stary świat, kiedy nowego nie ma czym – i na czym – stawiać? O czym dziś na podwórku śpiewać liszajom obsuniętych ścian, gdzie nawet skrawek nieba ziewa na widok tych śmiertelnych ran? Nie chcieli zrozumieć – Ludzie tak naprawdę nie chcieli zrozumieć przesłania tego utworu, wyciągnęli z tego to, co im było w danym momencie potrzebne – stwierdził po latach w radiowym wywiadzie Przemysław Gintrowski. W sumie trudno się dziwić, bo cytowane w tekście słowa pieśniarza, w połączeniu ze wzniosłą melodią, mają w sobie moc, która udziela się słuchaczowi. Poza tym błędna interpretacja tych słów przez opisany w piosence tłum bynajmniej nie unieważnia przesłania śpiewaka o potrzebie burzenia murów. Wolność pozostaje wartością, o którą warto walczyć – tyle że na zupełnie innym poziomie, niż chciał to widzieć ów tłum. – Pisałem o tych, co śpiewają: „mury runą”, ale też o tym, że na miejscu tych murów wyrastają nowe – tłumaczył w innej rozmowie sam Kaczmarski. – To piosenka, która mnie prześladuje, odkąd powstała, i nieporozumienia wokół niej są zasadnicze. Ona czym innym była dla ludzi internowanych, którzy ją śpiewali „ku pokrzepieniu serc”, czym innym dla mnie, czym innym dla ludzi teraz młodych, którzy widzą w niej moją głęboką niewiarę czy sceptycyzm co do wszelkich ruchów masowych. Dziś jednak znów zapomina się o tym potężnym ładunku sceptycyzmu zawartym w balladzie. Większość śpiewających ją pod Sejmem z pewnością nie zdaje sobie sprawy, że tekst ów jest przestrogą przed siłą tłumu, która – źle ukierunkowana – łatwo może stać się siłą niszczącą. Nie negując prawdy o tym, że wolność jest wartością, której trzeba bronić, warto i tę przestrogę zawsze przypominać. • A śpiewak także był sam. Bo chcę z tobą poprzebywać. Jeszcze parę dni. Za wszelką cenę. Pomimo że mnie bez przerwy okłamujesz. W sumie, to okłamuj mnie dalej. Wciskaj mi najgorszy kit na świecie. Nie chcę nic oprócz twoich farmazonów. Oprócz twoich bajek. Oprócz twojego udawania dorosłej. Szukania dziury w całym. Pragnę, byś mnie bez przerwy wkurwiała. Oh well, ja i mój kac. I policja, która prawiła kazanie idiocie, który ich wezwał zamiast nam. Przecież wcale a wcale nie naruszaliśmy ciszy nocnej, uhm. I Kaczmarski gdy wszyscy byli zbyt pijani by chodzić. Dobrze było. Zaraz się położę, za chwileczkę. Tylko przeczytam książkę. A o czwartej na rower, dwie godzinki, mru! Póki co, kończę wydawać pieniądze na duperele i upajam się świeczkami opiumowymi a w tle soundtrack z Silent Hill. Jest dobrze. A mi aż dziwnie, że po pewnych dzisiejszych wydarzeniach się nie gniewam. Hm. I Maciek się odezwał. Znów będzie chciał mnie wyciągnąć na paralotnię. HMPF@#$%^&#$%^&*. Jakoś nie chcę mi się odpisywać. Niech sobie poczeka. Skoro po takim czasie nie doszło do niego, że go nie lubię, aj. Powinienem być bardziej stanowczy. I zgubiłem moją kochaną pacyfkę. Muszę ją znaleźć. I zawiesić na lepszym łańcuszku. I muszę jutro posprzątać. A potem do pracy. Ju-hu. Autentycznie, przeraża mnie ludzka nietolerancyjność. Zapomniałem o tym. Dziś mi kilkakrotnie przypomniano. Auć. — Rewolucja pożera własnych ojców. Jakże klasycznie kończy się ten twój nowy świat, obywatelu! — Mną to się zadławi. Pana hrabiego toby nawet, połykając, nie zauważyła — parsknął Pankracy, starający się rozpalić ogień. Henryk oznajmił oczywiście, że pora umierać i on tutaj będzie celowo konał z zimna w kącie chaty drwala, ale rąk sobie pracą nie zhańbi. Znaczy, to drugie to Pankracy wydedukował i ogłosił sam. Cokolwiek zjadliwie. Fakt, że Leonardowi ideologiczna miłość przeszła w równie ideologiczną zazdrość o zbędny reakcyjny element – vel błyskotkę wojenną vel Henryka – a następnie w niezmiennie ideologiczny zapał do buntu przeciwko dowódcom, którzy zdradzili odwieczne ideologiczne ideały, tak jakoś go nastrajał. Zdrada Leonarda i to, że ów znalazł posłuch, który z kolei zmuszał Pankracego i Henryka do tułania się po lesie i liczenia na pomoc, tfu, wiernego feudalnym ideałom ludu. Feudalny ideał uosabiał Henryk, od lat uparcie starający się umrzeć, bo oddychanie powietrzem egalitaryzmu uwłaczało jego godności. Całe to umieranie na pokaz było niespecjalnie przydatne w ucieczce. Pankracy twierdził, że nie zostawił hrabiego na pastwę losu tylko ze względu na miłość ludu, przynoszącą pożywne korzyści. — Klasyczne za to jest, że pan hrabia leży. Bezczynnie. — Nieprawda. Ułożyłem dramat i dwie filozoficzne rozprawy. — Chociaż z filozofii wojny partyzanckiej? — Być może to, że ręce trzęsły mu się ze złości, tłumaczyło, czemu Pankracemu rozpalanie ognia idzie trzy razy wolniej niż zwykle. Henryk go zignorował. Potem, kiedy ogień wreszcie buchnął w kominku, dodał łaskawie: — Oraz słałem listy. — Listy? — Do osób o podobnych zapatrywaniach filozoficznych. Otrzymałem już nawet kilka odpowiedzi. Nic ostatecznego, rzecz jasna – upadł nasz ideał i kluczymy jak kupcy – ale budzących nadzieję na pewne... wsparcie, choć głównie duchowe. Ale może i brzęczące... — Henryk zacmokał ponownie. — Chyba nie łudziłeś się, ty, taki cynik i uczony, że skruszenie paru zamków w jednym kraiku wystarczy, żeby obalić wolę... — ...władzy i poddaństwa... — ...ducha, tradycję i honor!

a śpiewak także był sam